środa, 12 listopada 2014

卌 Chapter 2

Z GÓRY PRZEPRASZAM ZA BŁĘDY JEŚLI GDZIEŚ SĄ! 
NIBY POPRAWIAŁAM, ALE ZAWSZE GDZIEŚ SIĘ JESZCZE ZNAJDZIE!! 
_________________________________________________________________

Myślałam, że mój dzień zacznie się jak codziennie, ale niestety moje przypuszczenia się nie sprawdziły. Ja codziennie, wstałam i ubrałam się, zrobiłam poranną toaletę itp. Nie czekając zaspana pomaszerowałam na dół z myślą, że moja kochana mama zrobiła mi śniadanie. Załamałabym się gdyby mi tego nie zrobiła. Moje śniadanko czekało na mnie, czyli moje kanapki ciepła herbata i liścik od rodziców. 


Lily:
Nie czekaj na nas z obiadem,
niestety nie będzie nas w domu do późna.
Obiad masz uszykowany, tylko sobie go odgrzej. 
Możesz zaprosić Iggy żebyś sama się nie nudziła. 

Mama xx

Jak by mnie adoptowali to pomyślałabym, że naprawdę muszą tak pracować i nie mają czasu na nic innego, ale tak nie jest!
Pracują ponad 24h i nigdy nie mają do mnie czasu.. Nawet wakacji razem nie spędziliśmy, byłam sama ze swoimi przyjaciółmi. Rodzice wtedy powiedzieli że jestem na tyle dorosła że mogę już sama podejmować decyzje, no więc tak po prostu wygnali nie z domu.. Uwieście że nie chcielibyście takich rodziców takich jak moich. 


- Liliana! - gdzieś tam w oddali usłyszałam swoje imię, automatycznie przekręciłam głowę do tyłu i zobaczyłam Iggy, machającą w moją stronę. Stała .. No właśnie nie wiem z kim. - Liliana choć! - krzyknęła znów, i uśmiechnęła się z oddali do mnie. Schodząc ze schodów upuściłam swój zeszyt, który spadł na nas dół, z głową która patrzyła teraz na schody zbiegłam po nic i gdy już chciałam pochylić się po swój zeszyt, on znalazł się pod moimi oczami. 
- Chyba coś upuściłaś. - zwrócił się do chłopak w zielonych włosach. 

Zaraz! To jest chyba ten koleś, co przypadkowo usiadłam na ich miejscu..  

- Dzi.. Dzięki - chłopak uśmiechnął się do mnie i podał mi moją własność, odwzajemniłam jego gest i szybkim tempie podeszłam do Iggy. 
- Hej Lily. - Przytuliła mnie na powitanie i uśmiechnęła się do mnie, również dostrzegłam Jack'a, który również przywitał się ze mną przytulasem. Stałam tak i patrzyłam na wszystkich jak ze sobą gadają, stałam pomiędzy Jack'iem a Iggy. 
- Jezus.. gdzie nasze maniery. - w końcu ktoś się do mnie odezwał. - Nie przedstawiliśmy ci naszych pozostałych znajomych. - Jack uśmiechnął się do mnie i zaczął. - No wiec tak,teraz w naszym gronie będą 2 Lily, no to po mojej lewej jest Lily, potem jest Mickey (czytaj Miki), kolejny to Ben, Josh, Nicki i Sam. - powiedział i uśmiechnął się. - A to jest nasza Polska Liliana. - wziął mnie za rękę i obrócił dookoła mojej osi. 
- Jack, ni kręć nią tak bo się jej jeszcze niedobrze zrobi. - powiedział z promiennym uśmiechem Mickey. 
- Ha ha, bardzo śmieszne. W odróżnieniu do ciebie ciulu to mnie wszystkie laski kochają, bo jestem tak przystojny. - pokazał nam się jako model, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem. Nie powiem, że nie był przystojny, bo bym skłamała lecz jego koledzy byli niczego sobie. Wszyscy usłyszeliśmy dzwonek na co uszyliśmy do szkoły. 


- Witajcie moi drodzy. - powiedział nauczyciel od biologi. Znowu ostatnia ławka była wolna. ,,Czy oni naprawdę muszą się tak spóźniać?,, - Dobrze to teraz sprawdzimy obecność. - w tym momencie do klasy weszli roześmiani ci chłopacy jak oni tam mieli.. Hemmings i Hood. 
- Luke i Calum.. - spojrzeli w stronę nauczyciela i zmrozili go wzrokiem. - Proszę was usiądźcie już na miejsca. - To tak mają na imię! Luke i Calum.. Ale teraz który to który. Nauczyciel zaczął wyczytywać listę i w końcu wyczytał moje nazwisko i imię, przez co cała klasa spojrzała się na mnie włączając w to Luka i Caluma. 
- Jestem. - powiedziałam trochę cicho ale nauczyciel to usłyszał i jechał dalej z nazwiskami. Otworzyła zeszyt na ostatniej stronie i w tym momencie co chciałam coś zacząć rysować usłyszałam tylko to . 
- Evans do odpowiedzi. - no kuźwa nieźle! nic się nie uczyłam! będzie szmata.. wstałam z miejsca z cichym westchnieniem i podeszłam do tablicy. Usłyszałam śmiechy po niektóre osoby i czekałam aż nauczyciel napisze mi na tablicy to co miałam do rozwiązania. Jak to zobaczyłam pomyślałam sobie. 
- Czy oni tu już naprawdę nie mają lepszych zadań tylko takie jak dla 5-latka?!
Bez problemu je rozwiązałam, nie było aż tak źle. 
- Bardzo dobrze, tylko tutaj się pomyliłaś i jeszcze tutaj ale jest dobrze. - powiedział i napisał ocenę do dziennika. - 5- panno Evans, proszę usiąść. 
Te głupie uśmieszki, Hemmingsa i Hooda doprowadziły, że aż sama chciałam się uśmiechnąć. 

OPANUJ SIĘ KOBIETO! 

Kolejna do odpowiedzi poszła Iggy, dzisiaj cała lekcja pytania. Czyli ogólnie to same nudy będą. Otworzyłam swój zeszyt na końcu, chociaż to trochę było dziwne bo jak szłam do odpowiedzi był otwarty. Gdy zobaczyłam to co zostało tam napisane otworzyłam swoje usta w karpia. 
- What The Fuck?! - powiedziałam na głos i szybko zatkałam usta, nie wierzyłam że to powiedziałam. Cała klasa zaczęła się śmiać a najgłośniej dwójka obok mnie! 
- Evans, bo zaraz ta twoja ocena zmieni się na niedostateczną! Proszę trzymać takie słownictwo za zębami. - kiwnęłam głową i spojrzałam na Hooda i Hemmingsa! 
- Po jaką cholerę mi są potrzebne wasze numery?! - powiedział po cichu - Wy macie 5 lat czy co? Karniaki wstawiają tylko takie małe dzieci z przedszkola. - dodałam. 
- No wiesz Evans, nie zostawia się zeszytu otwartego. A szczególnie gdy my siedzimy przy tym. - powiedział triumfalnie zgaduje że to był Luke. 
- Dzięki. - popatrzyłam przez chwilę na nich i znów dostałam uwagę. 
- Liliano! Nie gadaj! 
- Ale ja nie gadam! To ci dawaj mnie zagadują! - pokazałam na nic a oni tylko się uśmiechnęli w stronę nauczycielki. 
- Evans, nie chcesz mnie wyprowadzić z równowagi.. - powiedział ze spokojem nauczyciel. - Jeszcze jedno słowo, a wylądujesz u dyrektora. 
- Ale.. - nie dokończyłam bo mi przerwano. 
- Powiedziałem. - spojrzał na mnie z pod tych swoich okularów. 
- No, no jesteś powalony jak paczka dropsów. - powiedziałam na tyle cicho, ale szmaciarz to usłyszał. 
- Liliano Evans! Proszę do dyrektora! Ale to biegiem. - spakowałam swoje rzeczy i mój nowy iphone wyleciał z kieszeni. 
- Fuck! - krzyknęłam i go podniosłam. - Proszę się nie martwić, już idę. - wzięłam torbę i gdy szłam w stronę drzwi, że za mną ktoś jeszcze idzie. 
- No nieźle. - powiedziałam gdy popatrzyłam kto idzie za mną. - A wy czego tu chcecie? Nie dość że przez was muszę iść do dyrektora, to nie była moja wina, to nacie czelność jeszcze iść ze mną?! - nic nie odpowiedzieli tylko prychnęli pod nosem i popatrzeli na mnie. 
- Kochaniutka, nie wiesz z kim zadzierasz. - blondyn złapał mnie i przywarł do szafek. - A więc teraz grzecznie idziesz z nami, chyba że chcesz iść to tego po pieprzonego dyrektora i dostać karę. - wysyczał przez zęby do mojego ucha. Próbowałam go odepchnąć, ale to tak czy tak nic mi nie dawało. 
- Słuchaj nie wiem kim jesteście, ty i twoi koledzy.. Ale nie chce mieć z wami żądnego do czynienia! Jesteście jacyś dziwni, chyba was bóg opuścił. - w tym momencie co to powiedziałam zabrzmiał dzwonek i wszyscy wychodzili z klas, patrzeli się na nas jak byśmy byli jakimś obiektem z muzeum. 
- Rozprawimy się z tobą jeszcze, kochanie.. - powiedział - I uwierz, żeby nikt się w ciebie nie zaczynał.. bo może źle z tym z kończyć! - i odeszli zostawiając mnie kompletnie oszołomioną. 
- Lily! Nic ci nie jest? - Moment po tym jak tam ci odeszli zjawił się zmartwiony Jack. - Lily? 
- Nie nic.. - powiedział i odeszłam z tego zbiorowiska. 



Siedzę teraz na matmie, i kobieta kompletnie się nami nie interesuje. Znów siedzimy w ostatniej ławce, tym razem potrójnej. Siedzę pomiędzy Iggy a Jakc'iem. W klasie znów znajdują się poprzednicy, przez których wylądowałam u dyrektora, lecz tym razem była czwórka. Przed nami również siedział Mickey i Ben. 
- Lily, powiesz nam w końcu co wydarzyło się na tej przerwie. - Jack, zaczął się o mnie troszczyć, jak nikt inny. - Jak coś ci zrobili, to przysięgam że zabije ich gołymi rękoma. 
- Blue.. ile razy jeszcze to powiesz? Mówię ci że nic się nie stało.. tak po prostu tylko rozmawialiśmy, nic po za tym. - ciągle tylko, 


Lily co się stało?! - Zrobili ci coś?! - Dobierali się do ciebie?! - Powiedz coś!



Te słowa cały czas siedziały w mojej głowie. Co chwile ktoś do mnie mówił o tym co zdarzyło się na korytarzu. 

- Jeszcze raz któreś z was powie o tym i ja was uduszę gołymi rękoma! - popatrzyli na mnie ze zdziwionymi minami i już się zamknęli. - Dziękuje, czy tak trudno było?. 
- Hej.. słuchajcie może po Angielskim pójdziemy na miasto, tak czy coś? - powiedział radośnie Mickey, czy ten człowiek kiedyś był smutny lub coś? - No bo tak czy siak mamy świetlice, chcecie siedzieć na nich? Pójdzie się do Starbucks na kawę.. No nie dajcie się prosić. 
- Ja jestem za tak. - poparłam go w sumie i tak nie miałabym co robić.. sooł. 
- Czyli mamy ustalone. -uśmiechnął się i akurat zadzwonił dzwonek. 



- Dobrze, słyszałam że mamy nowa koleżankę w klasie? Nie miałam okazji jej poznać. - Nauczycielka popatrzyła na mnie z miłym uśmiechem, była młoda.. ja wiem mogła mieć z 26 lat nie więcej. - Dowiedziałam się również, że pochodzisz z Polski. Opowiedz coś nam o sobie. - usiadła na krześle i czekała na mnie aż zacznę. 

- So, jestem Liliana Evans, pochodzę z Polski. Nie mam rodzeństwa, przeprowadziliśmy się z rodzicami tutaj do Sydney, bo mają swoją firmę.. i no.. - uśmiechnęłam się do niej na co odwzajemniła uśmiech i powiedziała. 
- Dobrze... to sobie dzisiaj popytamy.. pierwszy ktoś na ochotnika? - nikt - No dobrze to pan Michael Clifford, zapraszam. (okay) 
W sumie nie zdziwiłoby mnie to gdyby któryś ze starszych uczniów, przeleciał taką młodą nauczycielkę jak ona. Często gęsto zdarza się to w szkołach. Ale to mniejsza o to, w tym momencie Michael był na etapie podrywania naszej nauczycielki od angielskiego. Spojrzałam pytającym spojrzeniem na Mickey'a, ale ten tylko po kręcił głową i zaśmiał się cicho.
- O co z tym wszystkim chodzi? Co? - zapytałam chłopaka.
- Oj Lily, widać że jesteś nowa. - Uśmiechnął się i dodał - Widzisz, jak to nazwać.. Ta nauczycielka to tak jak gdyby jego dziewczyna. - Myślałam że ogłupieje..

Michale i starsza od niego nauczycielka.. razem? Ahaha.. jaka patologia.
- Okay, ale ty nie tak na serio? - Śmiać mi się chciało jak się o tym dowiedziałam.
- Nie no serio, który normalny człowiek odzywałby się do nauczyciela po imieniu? - no fakt, u nas tak nie można było.. zresztą jak w każdej normalnej szkole.

Miałam wielką ochotę na wzięcie dłuuuuugiej chłodnej kąpieli, jest prawie 40°C a jak by to nazwać..
Gangsa Hemmingsa jest ubrana na czarno, do czego słońce szybko łapie.
- Lily, jesteś samochodem czy pieszo? - przed mną stanął Jack i wyrwał mnie z moich myśli.
- Dzisiaj przyszłam pieszo, sooł.. ktoś musi mnie zabrać. - Założyłam na nos swoje czarne RayBan'y i czekałam.
- Oczywiście, że pojedziesz ze mną i Iggy. - Powiedział radośnie Jack
- No to na co czekamy? Jedźmy bo mam ochotę na mrożoną kawę.

- Okay, mam iść zamówić czy ktoś inny idzie? - Zapytałam sięgając portfel. - Tak myślałam - zaśmiałam się.
- Poczekaj idę z tobą. - Usłyszałam słowa Jack'a i poszliśmy razem.
- Lily, jest taka piękna. Nasza jedyna poleczka.. - okay, zaczął sobie nucić piosenkę o mnie.
- Jack, proszę cię. - Zachichotałam, czekaliśmy prawie że na końcu kolejki.
Straszny był dzisiaj tłok. 
- No co, muszę podziękować twoim mamie i twojemu tacie, że przywieźli nam takiego skarba. - Po tym musnął lekko mój policzek ,przez co one aż płonęły od moich rumieńców. W radiu usłyszałam moją ulubioną piosenkę ,,Part of me - Katy Perry,, zaczęłam ją nucić pod nosem, przez co wywołałam u Blue'a wielki uśmiech.
- Czego się tak śmiejesz? Siano widzisz czy konia widzisz? - zaśmiałam się przez co kilka osób z kolejki spojrzało się na nas.
- No opanuj się Jack, ludzie już na ciebie patrzą. - Powiedziałam poważnie jak tylko mogłam ale mi nie wychodziło to.

Po jakiś 15 minutach, może więcej nadeszła na nas kolej do kupowania.
- Dzień dobry, witamy w Starbucks co podać? - blond dziewczyna za kasą ewidentnie była zmęczona tym całym mówieniem, dzień dobry bla bla bla..
- No wiec po prosimy... - nie dokończyłam bo mi pan mądraliński przerwał.
- Kelly, po prostu weźmiemy to co zawsze, tylko teraz jedno więcej. - Dziewczyna która, jak się okazało ma na imię Kelly uśmiechnęła się promiennie do Jack'a i poszła robić nasze zamówienie.
- Ty ją znasz? - Zapytałam ze zdziwieniem.
- Przebywamy tutaj tak często, że wszyscy w tej kawiarni nas znają.
- Dobrze, czyli do waszej paczki dołączyła? - po patrzyła na mnie z lekkim uśmiechem.
- Liliana.. po prostu Lily. - Uśmiechnęłam się do niej, dziewczyna zaczęła bazgrać coś na moim kubku i podała. Zapłaciłam za wszystkie kawy i poszliśmy w stronę naszego stolika.. oczywiscie kto siedział niedaleko nas? Nie kto inni jak oni...
- Ci też tutaj. - Powiedziałam cicho do Jack'a na co się zaśmiał.
- Przyzwyczaisz się. - no dla mnie do śmiechu nie było.. 


Po naszym udanym dniu, w kawiarni, w parku, w kinie postanowiłam już pójść do domu, w końcu jutro szkoła so.. 

Co chwile ktoś wydzwaniał do mnie. To stawało się gorsze niż jakieś dzieci bawiące się w ,, halo halo, tu policja.. itp. Nie odebrałam żadnego.. miałam nadzieję że się odczepi ten ktoś ode mnie, ale nie popuszczał. 
Mickey i Jack odprowadzili mnie pod sam dom, jestem im bardzo wdzięczna.. bo jak to oni powiedzieli. 

- Nie będziesz chodziła sama po nocach, nawet sama nie wiesz jakie w ciemnych zakamarkach czyhają niebezpieczeństwa 


Tsa.. wkręcać to i oni może umieją, ale nie dam się nabrać na ich głupie zabawy. 


- No nic chłopaki, dziękuje bardzo że odprowadziliście mnie aż pod sam dom. - zatrzymałam się pod furtką i uśmiechnęłam się lekko do nich. - Równie dobrze mogłam przyjść sama, to aż tak daleko nie było od kina. - dodałam. 
- Lily.. - zaczął Mickey. - Nie zaczynaj w ogóle tego tematu, proszę. - dodał i uśmiechnął się przelotnie w moją stronę. 
- Oh no.. mam już 19 lat.. chłopaki nie jestem 10 letnią dziewczynką. - powiedziałam - Ale dziękuje jeszcze raz. - ucałowałam ich policzki i wpisałam kod aby otworzyć furtkę, gdy weszłam na ganek dodałam. 
- Widzimy się jutro w szkole. - pomachał już chciałam od kluczyć drzwi, ale było otwarte. Byłam pewna na 100% że je zakluczyłam. 
- Dziwne.. - weszłam do środka, no niby nic nie zostało ruszone, ani skradzione, ale warto się upewnić. W tym momencie czułam się jak we horrorze, jeszcze tylko muzyczka wywołująca nieprzyjemny dreszczyk i gotowe. Poszłam do swojego pokoju i zobaczyłam tam liścik na moim biurku.. 

O cholera! Teraz to się naprawdę boję.. 


_________________________________________________________________



OD AUTORKI: 
Sooł, nie było wczoraj rozdziału
 bo nie miałam za bardzo weny. 
Więc jest dzisiaj, nie obraźcie się 
że wczoraj nie było błagam.. 
Teraz mam trochę nauki i
 nie wiem czy rozdziały będą co tydzień

DO NASTĘPNEGO KOCHANI ;**


Mam nadzieję że tak się uda.

wtorek, 4 listopada 2014

卌 Chapter 1

- Liliano! Zaraz spóźnisz się do szkoły! - ponaglała mnie mama, to będzie mój pierwszy dzień w nowej szkole. Jest Listopad, a ja dopiero idę do szkoły pewnie zastanawiacie się dlaczego tak jest a nie inaczej. 
O tuż moi drodzy, moi kochani rodzice mają kilka firm i co chwile się przeprowadzamy. Skaczemy z jednego kraju do drugiego, z jednego kontynentu na drugi. Tak naprawdę to jestem Czystą Polką, jak miałam jakieś 4-5 lat nasze wyprowadzki dopiero wtedy się zaczęły. Uwierzcie nie chcieli byście być na moim miejscu. Teraz mam co prawda 19 lat, ale od 15 lat nie byłam w swoim ojczystym kraju. Najdłużej gdzie byliśmy to było chyba w Los Angeles. Mieszkaliśmy tam 2 lata, kolejna nasza przesiadka była w Londynie, nie długo tam mieszkaliśmy zaledwie jakieś pół roku.. Tak myślicie sobie. ,, Jejku, jak super! Ona ale się najeździ po tym świecie,, Och, ach.. U mnie tak nie jest. Teraz mam tylko nadzieję, że tutaj zostaniemy już na stałe, wiecie tak mi mówili rodzicie i oby tak było. 
- Mamo.. daj mi jeszcze 5 minut. - zakryłam się poduszką i czekałam na jej cyrki, jakie zacznie mi wyprawiać. Z dołu usłyszałam krzyk taty ,,Wychodzę, widzimy się w pracy kochanie,, i zaraz za nim trzask drzwi. Nieraz myślę że oni są mega dziwni, a nieraz to naprawdę zdaję sobie z tego sprawę, że ich kocham. 
- Lily! Wstawaj nie ma czasu na leżenie! Nie potrzebnie siedziałaś na tym telefonie do późna. A teraz wstawaj widzę cię za 10 min w kuchni. - wyszła z mojego pokoju. Spojrzałam na zegarek 7.30. 
- Cholera. - Warknęłam. Wstałam wzięłam ciuchy czyli szorty, bluzkę z ćwiekami, całe czarne converse a moje włosy związałam w kucyka. Dzisiejsza aura sprzyjała, zresztą jak każdego dnia. Weszłam do łazienki, zrobiłam lekki makijaż przebrałam się z piżamy w swoje rzeczy, po czym zeszłam na dół gdzie czekało na mnie moje śniadanie i moja mama. 
- Lilianna.. dziecko zobacz która już jest godzina.. - nadaje jak taka kataryna. 
- Mamo, spokojnie jeszcze pewnie będę miała czas na obeznanie się z terenem. - wzięłam swoje śniadanie i schowałam do swojej torby, wzięłam jeszcze swój rozkład zajęć i plan całej szkoły. 

Muszę przyznać że jest duża. 

Wjechałam na parking samochodowy przed szkołą i pierwsze co, gdy wyszłam wszystkie spojrzenia były rzucone na mnie. Czy coś jest ze mną nie tak? Jestem gdzieś brudna czy co? Nie przejmując się nimi wzięłam do ręki plan zajęć i spojrzałam co mam pierwsze. 
- Super pierwsze 2 wychowania fizyczne. - powiedziałam pod nosem i poszłam w stronę budynku odszukać szatni. Nie uważając na nikogo szła zagapiona w tą kartkę, aż na kogoś wpadłam. 

,, - Świetnie Lily! Oby tak dalej!,, 

Spojrzałam na kogo wpadłam była to dziewczyna w długich blond włosach, ciemne oczy, dość wysoka, mogłam powiedzieć szczerze, że nawet taka wysoka jak ja (mam 178 cm) 
- Przepraszam, nie chciałam.. - zaczęłam jakoś.. 
- Nic nie szkodzi, czy ty czasami nie jesteś ta nowa.. jak ona miała.. Lilianna Evans? - zapytała uśmiechając się przyjaźnie. 
- Tak to ja. - również się uśmiechnęłam lekko i patrzyłam się na blondynkę. 
- Ja jestem Iggy. Iggy Jonas. - uścisnęła moją rękę i dodała. - Jesteś ze mną w klasie, a więc prawie wszystkie zajęcia będziemy mieć razem. - powiedziała - Teraz choć bo spóźnimy się na w-f, dzisiaj prawdo podobnie będziemy grać w siatkę. - powiedziała ze smutkiem w głosie. 
- Nienawidzę siatki. 


**

- No moi drodzy, poznajcie waszą nową koleżankę Liliannę Evans. Tak to ona, możecie się poznać na przerwie, dowiecie się co lubi a czego nie. A teraz rozgrzewkę poprowadzi. - trener spojrzał w jego dziennik nauczyciela i wyczytał nazwiska. - U dziewczyn Iggy Jonas, a u chłopaków Jack Blue, przypominam dziewczęta dzisiaj ćwiczymy siatkę, a chłopacy piłkę nożną. - i tak zaczynała się moja męka na w-f'ie. 

- Liliana, leci do ciebie! - krzyczała jakaś dziewczyna za mną, ale odbiłam nie wiedziałam nawet, że jestem taka dobra w te klocki. Nagle wszyscy usłyszeli wybawicielski dźwięk dzwonka, ogłaszający przerwę. Wszyscy zaczęli się zbierać do wyjście gdy nagle trener dodał swoje ostatnie słowa. - Przypominam, że w piątek będziecie robić na ocenę ćwiczenia zręcznościowe.. wszyscy mówię tutaj też do ciebie Jonas! - wszystkie dziewczyny skierowały się do swojej szatni. 
- Widzieliście jak Jack patrzył się na tą nową? Masakra! Na nikogo innego się tak nie patrzył jak na nią. - te słowa usłyszałam gdy weszłam do szatni. Nie czekając na nikogo, ani na nic przebrałam się i wyszłam z tam tond. 
- Lily! Poczekaj! - usłyszałam głos za sobą, przez co automatycznie się obróciłam. - Choć idziemy, teraz będziemy mieć godzinę wychowawczą, z naszą wychowawczynią ona jest najlepszym nauczycielem w tej szkole, każdy tak twierdzi. 


Siedziałam w ostatniej ławce, razem z Iggy gdy do klasy weszła nasza wychowawczyni, tylko wciąż nie wiem od czego ona jest bo Iggy jest straszna gaduła, zacznie jedno i go nie skończy, a już za chwilę zaczyna nowe zadnie. 
- Usiądźcie moi drodzy. - wszyscy jak w wojsku momentalnie usiedli na swoich miejscach i wpatrywali się w nauczycielkę jak obrazek. 
- Jak już wiecie, do naszej szkoły miała przybyć nowa uczennica. Poznajcie Liliannę Evans. - wszyscy spojrzeli na mnie przez co zrobiło mi się trochę niezręcznie. - Proszę, Jack oprowadź Liliannę po naszej szkole. - na te słowa popatrzyłam na Iggy, na nauczycielkę, a następnie na Jack'a. Wstałam ze swojego miejsca z lekkim westchnieniem w głosie i podeszłam do drzwi i czekałam za Jack'iem. 

- No więc jestem Jakc Blue, masz szczęście że nauczycielka dała ci takiego przewodnika jak ja, co prawda to prawda nie zwiedzisz tej całej szkoły w 45 minut. Jak już zauważyłaś jest duża i to bardzo tak, ale na przykład tak. - zaczął swoją gadaninę na co się tylko wsłuchiwałam. - W lewym skrzydle szkoły, znajdują się pierwsze klasy, nie patrz wieko jak tu jest w każdej są wymieszane osoby, ty możesz mieć 18 lat i jesteś w 3 klasie liceum, ja mam 20 i wiekowo jestem dobrze do tego dobrany. Ale taki już Hemmings nie. - już chciałam zadać pytanie na które mnie wyprzedził. - Nie pytaj lepiej kto to jest, nauczyciele się go nawet boją jak i jego przyjaciół, chodzą sobie do szkoły można rzecz ,że w kratkę. Żaden nauczyciel nic na nich nie powie bo zaraz mogliby dostać wpieprz od ich ludzi. - powiedział - Ale mniejsza o to, w centrum znajdują się kasy 2 i 3, oraz kilka klas jest w prawym skrzydle, ale tam rzadko jaki nauczyciel przebywa, więc jak byś chciała z kimś zaliczyć jakiś szybki numerek to tylko i wyłącznie w prawym skrzydle szkoły kantorek woźnego, nigdy tam nie przebywa, chyba że to konieczność, ale to zdarza się bardzo rzadko, uwierz mi. Mamy również boisko, na którym miałaś zaszczyt ćwiczyć, no i najlepsze miejsce dla uczniów.. stołówka. - otworzył drzwi które znajdowały się przed nami, przez co ukazała się nam duża sala wypełniona stolikami a dookoła nich znajdowały się krzesała. Całkiem, całkiem przytulne miejsce to jest. Nad oknami wisiały flagi każdego kraju, każdego państwa, zdziwiło mnie, że wisi tutaj Polska flaga mimo wonie uśmiechnęłam się na przypomnienie swojego kraju. Zadzwonił dzwonek, przez co każdy uczeń wybiegał wręcz z klasy, by usiąść na stołówce. 
- No więc, Lily jeśli oczywiście mogę tak na ciebie mówić. - poczekał na moją reakcję, przez co pokiwałam głową na tak. - Więc, to już jest koniec naszej wędrówki, i już raczej nie będziemy się widzieć.. a no przepraszam na lunchu, a tak po za tym to więcej razy nie. 
- Dlaczego nie? Przecież jesteśmy razem w klasie i razem mamy lekcje. - popatrzyłam na niego unosząc jedną brew w górę. 
- No niby tak, ale jesteśmy podzieleni na grupy więc wynika z tego, że nie będziemy na reszcie lekcji razem. - uśmiechnął się przyjaźnie - Oho, idzie banda debili. - spojrzeliśmy na grupkę chłopaków którzy szli w naszą stronę, jak ja się cieszę że jest tutaj masa przystojnych chłopaków. 
- Jack, choć trener nas po coś wzywa. - powiedział jeden i uśmiechnął się do mnie jak i cała reszta. 
- Dobra idę już. - powiedział do chłopaków. - Trzymaj się Lily, do lunchu! - pomachał mi poszedł ze swoimi jak można to wyczytać przyjaciółmi. 
- No więc teraz zostałam sama. - westchnęłam i szłam przed siebie, kiedy ktoś mocno mnie szarpną, odwróciłam się i dostrzegłam blond czuprynę. 
- Iggy! - powiedziałam dosyć głośno przez co kilkoro uczniów spojrzało się na nas i zaśmiałyśmy się. 
- Choć, teraz będziemy mieli biologie. - i udałyśmy się w stronę.. no właśnie nie znaną mi stronę. 

- Wyciągnijcie zeszyty i napiszcie temat. - powiedział nauczyciel wchodząc od razu do klasy. Znów siedziałam na końcu, ale sama tutaj były pojedyncze miejsca. Tylko podwójna ławka jeszcze była wolna pod oknem, ale pod żadnym pozorem nie można było tam siedzieć. 
,,Hmm.. ciekawe dlaczego?,, Musicie wiedzieć jedną rzecz, że ja jestem strasznie ciekawa. 
Nauczyciel podał nam temat lekcji, po czym zaczął dyktować notatkę do zeszytu, gdy drzwi od klasy się otworzyły a w nich stanął wysoki blondyn i dość wysoki brunet, choć nie tak wysoki co ten blondyn. Nikt nie spoglądał na nich po za mną, inny bali się na nich patrzeć jak by ich zaraz mieli zamordować, lub coś w tym stylu. 
- Panie Hemming i panie Hood, proszę usiąść na miejsce. - nauczyciel powiedział tylko to nie patrząc na nich i zaczął dalej dyktować notatkę. Byłam taka ciekawa, że nie wiem w którym momencie zajęli swoje miejsca. Siedzieli na wyciągnięcie mojej ręki, swoim ciekawskim wzrokiem spojrzałam na chłopaków siedzących obok mnie, przez co oni zrobili jakieś cwaniackie uśmieszki i zaczęli coś szperać w swoich telefonach. Brunet nazwany przez nauczyciela Hood o karnacji Azjaty miał na przed ramieniu i ramieniu tatuaż, natomiast blondyn nazwany Hemmings miał kolczyk we wardze i przecudowne dołeczki. 

Ugh! Lily pamiętaj co ci powiedział Jack na temat tego całego Hemmings'a! 

W końcu nadszedł czas na lunch. Znów zobaczę Jack'a. Nie żeby coś, ale z tego co mi mówiła Iggy, to powinnam się cieszyć że ze mną gada ,,Najlepsze ciacho w szkole,, Jak to ona nazwała. Niestety, albo stety lunch będę musiała zjeść sama, gdyż Iggy zwolniła się z lekcji, ponieważ się źle poczuła. Wzięłam tackę i nałożyłam sobie na nią sałatkę, wodę oraz jabłko. Zaczęłam szukać wolnego stolika, zauważyłam jeden oddalony od wszystkich stał.. można to nazwać w koncie, powędrowałam w jego stronę i gdy usiadłam na miejscu to wszyscy zaczęli się na mnie patrzeć i gadać po cichu do siebie. 
,,ona o niczym nie wiem - jaka ona jest nie świadoma tego co teraz zrobiła itp,, Dostałam sms'a wyciągnęłam swój telefon i przeczytałam wiadomość którą dostałam od mamy. 

Od: Mama
- I jak tam córciu pierwszy dzień w twojej nowej szkole? 

Do: Mama 
- Muszę powiedzieć, że nie jest tak źle jak to sobie wszystko wyobrażałam. Mogę również powiedzieć że mam nową koleżankę. - wysłałam wiadomość i w tym momencie z orientowałam się kto siedzi przy stoliku. 
- Czy panienka aby nie pomyliła stolików? - koleś nieźle musi mieć w główce najebane, skoro ma włosy prawie w kolorach tęczy. 
- Mike, nie strasz nam nowego gościa. Miło gościć nową osobę naszej pojebanej szkoły w naszym gronie. - Dobra, ten miał głos jak dziecko 7 letnie, i również dołeczki. 

Czy każdy chłopak w tej szkole ma te pieprzone dołeczki prócz mnie?!

- Przepraszam, nie wiedziałam że to wasze miejsce. - już chciałam wstawać, lecz mi na to nie pozwolili. 
- Spokojnie. Nic ci nie zrobimy.. może.. No mniejsza o to, nie musisz się nas bać. - w momencie w którym usiadłam podszedł do nas Jack. 
- Nie macie się już kim zajmować? Zostawcie ją w spokoju. - powiedział - Choć Lily, to nie twoje towarzystwo. - zabrałam swoją tackę i poszłam za Jack'iem. Na całe szczęście miałam dobry widok na chłopaków, którym usiadłam na miejscu. 

Zapamiętać! Nie siadać przy oddalonych stolikach od reszty, bo możemy popełnić czasami pewien błąd, który jest potem ciężko odwrócić. 

Ostatnie lekcje nudziły mi się niemiłosiernie, chciałam być już jak najszybciej w domu. To jest dopiero początek roku szkolnego.. no dobra jakieś pół tora miesiąca nauki, no nawet nie, a co tu dopiero do wakacji? 
W tym momencie moim zbawicielem był dzwonek, aby jak najszybciej znaleźć w samochodzie a następnie w domu. 
Patrzyłam na zegarek i odliczałam ostatnie sekundy .. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden
DZWONEK! 
Spakowałam swoje rzeczy, po czym wyszłam ze szkoły, weszłam do samochodu i pojechałam do domu. 

W domu czekała już na mnie mama i tata z obiadem. 
- Jestem już! - powiedziałam z korytarza, zostawiając tam swoje buty. - Co tak ładnie pachnie? - zapytałam wchodząc do kuchni. Jak to w zwyczaju było, tata czytał coś w gazecie, mama biegała od garnka do garnka. Nie przeszkadzając nic w jej robocie poszłam do salonu, chciałam się uwalić na sofie i oglądać jakieś głupie seriale, ale moje oczy przykuły w jadalni więcej nakryć. 
- Mamo! Kto jeszcze będzie z nami na obiedzie? - krzyknęłam z salonu na co weszła do jadalni i zaczęła rozkładać jedzenie które przyrządziła. 
- Przyjdą goście. Przyjaciel taty z pracy, ze swoją żoną i córką. - Ooo... tata nigdy nic nie mówił o swoich przyjaciołach, przynajmniej przy mnie. Nie przejmując się niczym położyłam się na sofie i jak to mi mama powiedziała ,, poczekaj na nich w salonie,, 
no to tak też zrobiłam. Położyłam się i włączyłam sobie MTV Live HD leciała akurat piosenka ,,Anaconda - Nicki Minaj,, moje pierwsze spojrzenie jakie padło, padło na jej tyłek. Boże, ona sobie go znów powiększyła. Usłyszałam dzwonek, nie chciało mi się wstawać więc tatuś mnie wyręczył i poszedł za mnie otworzyć. 


Coś czuję że to będzie dłuuuugi obiad. 


- Iggy? - Uśmiechnęłam się do niej i przytuliłam ją. - Ja już myślałam że to będzie jakiś mały bachor z którym będę musiała się bawić, nie wiadomo ile. - zaśmiałam się razem z Iggy. Mama zaprosiła wszystkich do stołu. 


Mówiąc szczerze? Jak się tym nie otrujemy to będzie cud. 


Po naszym obiedzie poszliśmy do mojego pokoju i jeszcze długo, długo gadałyśmy. 
Opowiedziałam jej co wydarzyło się na lunchu, jak jakaś dziewczyna z naszej klasy zarobiła pozytywną ocenę, a druga nieodpowiednia. Śmiałyśmy się i opowiadałyśmy sobie wszystko co nam się przytrafiło w naszym cały do tej pory życiu. 
Iggy i jej rodzicie poszli od nas po 11 wieczorem, nie powiem byłam już strasznie zmęczona więc od razu poszłam do łazienki, wzięłam szybki prysznic przebrałam się w piżamę. Nie czekając na nic położyłam się na łóżku i nie wiem kiedy odpłynęłam w krainę błogiego snu. 


_________________________________________________________________________________


Hejka miśki <3 
Łapajcie pierwszy rozdział naszego Terrible. 
Kolejny w przyszły wtorek będzie. :) 
Teraz wybaczcie, ale muszę iść się szykować
 do spania bo jetem strasznie zmęczona. 
Jeszcze swoje lekki wziąć >.< 
Masakra! ;cc  
No więc do następnego :))  





poniedziałek, 3 listopada 2014

卌 Prolog

- Dlaczego akurat do miejsce?! Czemu musi byc to Sydney?! -zapytałam oburzona, do końca roku szkolnego zostało jakieś niecałe 5 miesięcy.
Moi rodzice chcą sie wyprowadzić bo tam dostali lepszą prace. Nie oszukujmy sie tutaj po prostu mają wrogów i tyle. Oczywiście mają swoją firme bla bla bla.. nie kreci mnie to.
Niech sobie maja tą piepszoną firme, nigdy sie mna nie przejmowali..
Całe dzieciństwo miałam spieprzonę przez nich, bo co?!
Bo zachciało się zostać biznesmenem. 

Jedyną osobą którą tak kochałam nad życie, która miała wiecznie dla mnie czas mimo tego że pracowała była babcia..
Niestety zostawiła nas nie dawno..
Odeszła a mi z tego powody było strasznie źle. Strasznie, ale to strasznie ją kochałam bardziej jak rodziców. 

Pamietam jej ostatnie słowa które dla mnie powiedziała.
- Nie zważaj na to co ci powiedzą inni, słuchaj głosu serca ono zawsze ma racje.  

Tak tych słów nigdy nie zapomne.
Wciąż nie moge sie pogodzić, że moi rodzice chcą się wyprowadzić na drugi koniec ziemi.

________________________________________________
Prolog krótki, ale postaram sie nadrobic to rozdziałami ;))
Do nastepnego!